W codziennych relacjach zdarzają się sytuacje, w których czujemy się przekroczeni, nadużyci lub zmęczeni. Może to dotyczyć pracy, relacji z przełożonym, współpracownikami, partnerem czy rodziną. Zgadzamy się na coś, na co nie mamy gotowości czy nawet ochoty, a potem tego żałujemy. Czy chodzi tutaj o toksyczność relacji czy o naszą własną „słabość”?
Nierzadko zdarza się, że zaczynamy działać w otoczeniu, które nam nie służy. Rozpoczęcie pracy w nowej firmie, czy zmiana szefa potrafi utworzyć środowisko, w którym narzucone nam są zachowania niezgodne z naszymi wartościami np. współpracownicy oczekują, że będziemy wraz z nimi złośliwie komentować jedną z osób w zespole; szef chciałby usłyszeć „ciekawe” informacje o współpracownikach; podczas zebrań nikt nie odważy się nie zgodzić z szefostwem, ale w kuluarach trwają rozmowy o tym jak niekorzystne są kolejne decyzje biznesowe.
Także wskutek zmiany miejsca zamieszkania czy wejścia w nowy związek możemy znaleźć się w sytuacji, kiedy n.p. nie akceptuje nas rodzina partnera czy partnerki, a jesteśmy zmuszeni mieszkać wspólnie – zdarzają się nieprzyjemne komentarze pod naszym adresem, gaslighting, podkreślanie, że to „nie jest nasz dom”, a nawet próby ograniczania kontaktu z własnym dzieckiem „bo dziadkowie zapewnią lepszą opiekę”.
Warto zastanowić się jak w takich warunkach obronić siebie (i ewentualnie swoją rodzinę). Zbyt dyplomatyczne, czy nawet po prostu zbyt dojrzałe, postawienie granicy może nie sprawdzić się w sytuacji, kiedy osoba która nas atakuje nie zna albo nie respektuje konstruktywnych metod komunikacji. W takich sytuacjach klasyczne narzędzia komunikacji, jak komunikaty typu „ja”, mogą okazać się nieskuteczne. Nie dlatego, że są złe, ale dlatego, że druga strona nie jest gotowa na dialog.
Czasem pomocne bywa spokojne nazwanie faktów i zachowań, bez wchodzenia w tłumaczenie własnych emocji. Jasne postawienie granic i odwołanie do zewnętrznych zasad, np. poprzez przypomnienie że mamy prawo być tam, gdzie jest nasze dziecko, także może zmienić bieg rozmowy.
Można też głębiej spojrzeć w siebie. Granice, które stawiamy nie wybrzmią, jeśli nie będą za nimi stały autentyczne uczucia. Warto siebie zapytać: „czy moje uczucia są dla mnie ważne?”, „czy jestem zainteresowany / zainteresowana tym, co dzieje się w środku mnie – tym, co czuję?”, „co czuję w związku z tą sytuacją?”.
Czasem nadmierne poczucie winy sprawia, że jesteśmy dla siebie zbyt surowi, unieważniamy swoje uczucia („to nic takiego”, „dam radę”), czasem nie stawiamy granicy by nie zranić drugiej osoby – jak wtedy traktujemy siebie? „Czyjeś zranienie jest ważniejsze dla mnie niż moje?”
Jednak warto zadać sobie pytanie, czy przebywanie wśród osób, które mnie niszczą warte jest mojego bólu i cierpienia, czy cena którą płacę jest w porządku w stosunku do efektów, które uzyskuję – czasem utrzymanie dobrze płatnej pracy pozwala na utrzymanie rodziny.
Dlatego dobrze zachować dla siebie wyrozumiałość i pamiętać, że rządzą nami nie tylko emocje, ale też rozum.
Zauważmy, że otoczenie w którym funkcjonujemy może być po prostu toksyczne a wtedy to, co się z nami dzieje mniej mówi o nas samych i naszych cechach, a więcej o cechach i wartościach ludzi wokół nas. Czasem jesteśmy po prostu jedyną, albo jedną z niewielu osób myślących konstruktywnie, w środowisku ludzi działających destrukcyjnie na innych, na zespół, albo na samych siebie; czasem jesteśmy osobami działającymi jak najbardziej normalnie w nienormalnych okolicznościach.
Nawet w trudnych sytuacjach zachodzi moment – nawet krótki – podejmowania przez nas decyzji, że ostatecznie mamy wpływ na to jakie zachowanie wybierzemy w danej sytuacji. W gabinecie terapeutycznym pracujemy m. in. nad tym, aby ten moment był świadomy i na tyle długi, żeby dostępny był szerszy zakres dostępnych możliwości, nad tym aby lepiej rozumieć siebie, swoje potrzeby, zdrowo dbać o siebie i o innych.
Autor: Anna Rozwandowicz

Psycholog
Jestem psychologiem. Pracuję indywidulanie z osobami dorosłymi, młodzieżą i młodymi dorosłymi oraz z rodzinami i parami. Szkolę się na terapeutę w podejściu krótkoterminowym skoncentrowanym na rozwiązaniu (TSR, ang. SFBT). Podczas spotkań oferuję wspólną pracę, przyglądanie się temu co uwiera, czy boli i jak możemy znaleźć sposoby na to, żeby było lżej i lepiej. Jestem ekspertem od prowadzenia rozmowy psychologicznej, natomiast klient jest ekspertem od swojego życia.